Po wielomiesięcznych poszukiwaniach archiwalnych i bibliotecznych, po szeregu spotkań i rozmów, po licznych radujących duszę historyczki odkryciach sprawy Zofii Sadowskiej stały się dla mnie nie tylko tematem badań, ale także punktem wyjścia do refleksji nad polską współczesnością, a w tym kontekście - kwestią istotną również osobiście. Pierwotnie sądziłam, że napiszę artykuł, potem myślałam o niewielkiej książce. Teraz już mam pewność, że "sprawy Sadowskiej" zasługują na dogłębne opracowanie, które, jak rzadko w podobnych sprawach, można oprzeć na bogatym materiale źródłowym.

Zofia Sadowska żyła w czasach bardzo ważnych dla Polek, uczestniczyła osobiście w przemianach społecznych i politycznych, a w pewnym sensie - poniosła ich konsekwencje: wybór zawodu lekarskiego obciążał ją w oczach współczesnych dodatkową moralną odpowiedzialnością, wybór męskiego stroju i męskiego sposobu bycia zwracał uwagę w negatywnym sensie. "Sprawy Sadowskiej" są doskonałą ilustracją procesów przemian obyczajowych oraz zmian w sferze kultury seksualnej. Jak w soczewce skupia się w nich wiele zagadnień obyczajowych, lecz także medycznych, prawnych, a nawet dotyczacych wizji polskości.

"Sprawy Sadowskiej" to świetne ćwiczenie z nowoczesnych badań historycznych: z konieczności trzeba tutaj wykorzystać bardzo zróżnicowane źródła, od wspomnieniowych przez prasowe, sądowe, medyczne, a także z zakresu oral history. To także detektywistyczne ćwiczenie z historii kobiet, dobitnie unaoczniające szczególne warunki poszukiwania śladów historii kobiet niehetronormatywnych. Dla wielu obszarów życia Zofii Sadowskiej brak źródeł, z kolei istniejące materiały umożliwiają, na przykład, obserwowanie, w jaki sposób (motywujac to dbałością o moralność publiczną) gazety stworzyły potwora - męską lesbijkę zgodną z wyobrazeniami epoki - i odmalowały opętane przez nią ofiary.

Właściwości źródeł każą nieustannie zachowywać czujność, tak, aby analizować język publicznego dyskursu w mediach, języki prawa i medycyny, ale nie reprodukować ich. Z drugiej strony wielość i zróżnicowanie materiałów stanowią niepowtarzalną szansę: tym razem dysponujemy nie ułamkami danych, lecz możemy zestawić rozmaite perspektywy. Szansę na nowe podejście zawdzięczamy samej bohaterce badań, ponieważ Zofia Sadowska w polskiej historii przed 1989 rokiem była jednym z niezwykle rzadkich przypadków kobiety, której związki, również seksualne, z innymi kobietami, są pewne, a nie pozostają w sferze domysłów.

"Sprawa Sadowskiej" to również pierwszy w Polsce przypadek rozgłosu wokół lesbianizmu, po raz pierwszy "lesbijka" - tak właśnie nazwana - pojawiła się, doskonale widoczna, w sferze publicznej. Mówienie o tym temacie było możliwe na tle przemian związanych z I wojną światową oraz między innymi dlatego, że Sadowska, ze swoją męską stylizacją, z "męskim" zawodem i ze swoimi "praktykami", jak je określano, rzucała się w oczy, inaczej niż pisarki, malarki, działaczki, które wiązały swoje życie z kobietami w XIX i w początkach XX wieku. Dała też dowody, że była bardzo świadoma własnej tożsamości psychoseksualnej, i potrafiła bronić jej integralności.

Przy okazji badania "spraw Sadowskiej" natrafiłam na postaci innych, współczesnych jej kobiet, które wybierały podobne życie. Również ze względu na nie warto kontynuować badania - były to "kobiety bezpańskie", nie istniał powód, dla którego mogłyby zaistnieć w źródłach, nie posiadały społecznego tła, jakim byłoby małżeństwo, macierzyństwo, życie rodzinne. Z innego powodu niż w przypadku "skandalistki" Sadowskiej, lecz także ich tożsamość znalazła się na marginesie pamięci.

Dlatego piszę tę książkę. A poza tym - wpadłam po uszy w historię z mnóstwem pytań, na które nie znajdę odpowiedzi.


Agnieszka Weseli

 

fejsbuk